Projekt życia czy spontaniczna syn teza?

PROJEKT CZY SPONTANICZNA SYNTEZA?

Wpadł mi w ręce zaległy numer ‚Swiata Nauki’ (Pazdziernik 2009 nr:10). Jakby

ktoś nie wiedział, to znajduje się w nim artykuł J.Szostaka i Alonso

Ricardo; „Jak powstało zycie na ziemi”. Nie można napisać o tym artykule, że

jest on tylko naukowy, ponieważ jest on też o czczych marzeniach na temat

ewolucji chemicznej życia (abiogenezy). Warto go przeczytać,ponieważ stanowi

syntezę obecnych poglądów, które są oparte o najnowsze doświadczenia w tej

dziedzinie i prowadzone przez czołowych badaczy z różnych uniwersytetów. A

wszystko to razem do kupy wzięte dalej nie pokazuje i, wbrew zapewnieniom

autorów, nie uprawdopodabnia tezy o SAMoistnym powstaniu życia.

Poniżej wklejam opis chyba najciekawszych doświadczeń w tej dziedzinie.

wiedzomania.pl/index.php/2009/01/sztuczne-zycie-i-dowod-istnienia-

ewolucji-enzymy-rna-moga-samodzielnie-sie-replikowac/

W zalinkowanym artykule autorzy są do bólu szczerzy. Piszą np.:

„Profesor Joyce stwierdził, że za żywy będzie mógł uznać dopiero taki

system, który będzie posiadał możliwość samodzielnego wyewoluowania nowych

funkcji. „Pukamy do tych drzwi – ale jeszcze tego nie osiągnęliśmy” –

podsumował biolog. Wyjaśnił, że podjednostki użyte do samonapędzającej się

replikacji wspomnianych enzymów RNA są złożonymi obiektami, składającymi się

z wielu nukleotydów. Tak złożonych obiektów nie można było spotkać w

praoceanie.”.

J.Szostak (i jego kolega chyba dla robienia sztucznego tłoku, ponieważ

przeciętny i obyty powierzchownie z biologią licealista byłby w stanie sam

napisać taki artykulik) w swoim artykule m.in. powołuje się na to

doświadczenie i też zaznacza, że te sztuczne rybozymy były zbyt bardzo

złożone, żeby powstać na drodze spontanicznej syntezy w praoceanie.

W zamian proponuje inny scenariusz. W swoich doświadczeniach Szostak uzyskał

(jak je nazwał) samoreplikujące się błony tłuszczowe ( www.racjonalista.pl/kk.php/s,3272 ) . Kiedy do takiej błony,

tworzącej zamknięty bombel, dodale się inne/mniejsze takie błony, to w końcu

taka błona rozpadnie się na dwie/trzy mniejsze (jak kropelki tłuszczu w

rosole). Taki sam efekt zaobserwowano, gdy te tłuszczowe pęcherzyki

przepuści się przez jakiś filter, np. pumeks. Wówczas jeśli taki pęcherzyk

jest wystarczająco duży, to zostaje ‚rozczepiony’ na dwa/kilka mniejszych.

Zauważono też ,że przez te pęcherzyki mogą przenikać większe monomery, takie

jak nukleotydy.

Jak wiadomo dwa komplementarne łańcuchy RNA (czy DNA), kiedy są ze sobą

połączone, to przy wysokiej temperaturze rozdzielają się (o tym zjawisku-

zwanym ‚topnienie DNA’-wiadomo już od dawna. Wykorzystuje się je w

technikach hybrydyzacji DNA, czy w PCR (reakcji łańcuchowej polimerazy).

Natomiast kiedy temperatura maleje łańcuchy ponownie się łączą.

J. Szostak-puszczając wodze wyobrazni-powołując się na doświadczenia pewnego

włoskiego uczonego, który połączył takie pęcherzyki z gotową replikazą

(polimerazą białkową), która, w procesie podobnym do PCR, namnażała w

obrębie tego pęcherzyka, do którego dodano gotowe łańcuchy DNA i pojedyncze

nukleotydy, kolejne kopie DNA.

Pózniej zaczęto dodawać do tego wszystkiego następne pęcherzyki, co

powodowało, że pęcherzyk, w którym odbywała się replikacja rósł i następnie

się dzielił zabierając ze sobą część zreplikowanego materiału. I tyle z tego

doświadczenia wynikło.

Jeśli nie można brać pod uwagę, że pierwsze replikatory/protobionty

zaczynały od tak złożonych rybozymów, jakie stworzyli uczeni z zalinkowanego

artykułu, to tym bardziej życie nie mogło startować od białkowej polimerazy!

Szostak zdaje sobie z tego sprawę, więc wysunął tezę (która jest w pewnym

stopniu modyfikacją opartą o pewne stare doświadczenie opisane tutaj

www.ewolucja.org/w3/d3/d31-1a.html ), że pierwsze replikatory mogły

się składać z opisanych pęcherzyków, a replikacja materiału genetycznego

(RNA) odbywała się rzekomo na zasadzie termocyklów, które powodowały

topnienie łańcuchów RNA i ich ponowne łączenie.

Następnie Szostak napisał coś o jakichś wyimaginowanych rybozymach, które

miały przyłączyć się do tej prostej ‚replikacji’ i ją usprawnić. Następnie

wspomniał o pierwszych wykorzystanych aminokwasach, które początkowo miały

służyć za kofaktory (dodatki usprawniające pracę rybozymów), które z kolei

miały się połączyć w bardziej złozone białka i usprawnić

działanie ‚ryboorganizmu’ (czary mary).

Następnie, jak gdyby nigdy nic, Szostak pisze, że te procesy się coraz

bardziej komplikowały, aż w efekcie życie rozwinęło się do formy, jaką znamy

dzisiaj. A dowodem na to, że tak się musiało dziać, to znaczy, że

współczesna transkrypcja i translacja wywodzi się od organizmu opartego na

samym RNA jest, zdaniem autorów, fakt, że dzisiejsze rybosomy składają się

nie tylko z bardzo skomplikowanych kopleksów białkowych, ale i z rRNA, oraz

rybozymu, który katalizuje łaczenia pomiędzy aminokwasami budującymi (w

procesie translacji) polipeptyd (lub peptyd).

Szostak ciągnąc swój wywód i powołuje się na odkryte role różnych rybozymów.

Jedne biorą udział w splicingu inne w innych procesach i tak dalej.

kosmos.icm.edu.pl/PDF/2004/123.pdf

Powszechnie wiadomo-a o tym Szostak zabardzo się nie rozwodzi, że mimo

różnych możliwości katalitycznych, czy proteolitycznych RNA (RYBOZYMÓW) ich

możliwości biochemiczne są praktycznie bardzo ograniczone. I tak naprawdę

nikt nie ma zielonego pojęcia czy może/mógł bardzo dawno temu istnieć

autonomiczny zdolny do samoodtwarzania ‚ryboorganizm’ (żywa komórka oparta o

samo RNA), który mógł ewoluować i w efekcie tej ewolucji dać żywą komórkę,

jaką obserwujemy dzisiaj.

Poza naciąganymi/bajkowymi zapewnieniami Szostaka nie ma żadnego

szczegółowego modelu teoretycznego ewolucji od zera, funkcjonowania, jak i

drogi ewolucji do życia współczesnego takiego ‚ryboorganizmu’.

Wyrażając się słowami Lynn Margulis, która w ten sposób nawiązała do

doświadczeń Millera i przepaści dzielącej efekty jego eksperymentów z

prawdziwą/żywą komórką, to mozna stwierdzić, że „najprostsza bakteria

bardziej przypomina człowieka niż to co uzyskał Miller (czy współcześni

eksperymentatorzy zajmujacy się abiogenezą-przyp. moja.).

J.Szostak poświęcił całe zycie badaniu początków zycia (nie on pierwszy).

Prowadził też inne badania (nie związane z abiogenezą) za co dostał Nagrodę

Nobla.

Artykuł, który komentowałem jest podsumowaniem całego jego dorobku

empirycznego w tej dziedzinie. Dorobku Szostaka i jego współpracowników, jak

i wszystkich uczonych badających/rozważających to zagadnienie. Innymi słowy

dalej nie wiemy, jak życie mogło powstać w wyniku SAModziejstwa, poza

zapewnieniami, że musiało powstawać stopniowo. Stało się to co zwykle.

Dyskusje na temat spontanicznej syntezy życia utknęły w martwym punkcie.

Teraz można śmiało powiedzieć; możliwości zostały wyczerpane. Uczeni, jeżeli

chcą udowodnić możliwośc abiogenezy, muszą pokazać-do czego dązą-ewolucje

życia w eksperymencie. Bardzo liczą na ten cud, że JAKOŚ się to stanie,

ponieważ wyobraznia ich zawiodła (nie stworzyli żadnego wiarogodnego modelu

teoretycznego spontanicznej syntezy życia).

Stwórca dał im dosyć czasu na dojście do najsłuszniejszej konkluzji, to

znaczy, że życie musiało zostać zaprojektowane i stworzone. Jestem

przekonany, że wszyscy uczeni zdają sobie z tego faktu doskonale sprawę. Oni

wiedzą, że efektem ich mozolnych badań jest wniosek, iż wielokrotnie raczej

pokazali jak życie powstawać nie mogło, a nie jak powstało.

pozdrawiam;

s.