Re: Na początku był jednak plastik

Od dawna konstruuję pewną teorię opartą na syntetycznym podejściu do fizyki plazmy, biochemii, ontologii i przemysłu plastikowego. Ten ostatni właściwie nie jest nauką, ale prawdziwy umysł syntetyczny nie powinien przejmować się takimi drobiazgami. Niektórzy obruszą się również na nazywanie nauką ontologii, lecz tu z pewnością zaskoczę tych specjalistów z różnych wąskich dziedzin, specjalistów – nie bójmy się tego powiedzieć – o ograniczonych horyzontach. Otóż jednym ze znaczeń greckiego słowa „logos” jest właśnie nauka!

Mając za sobą ten przydługi wstęp, przejdę do meritum – wyjaśnienia podstaw mojej teorii, która opiera się na jednej tezie: tezie o życiu drzemiącym w plastikowych butelkach. Dotąd brakowało mi pewnych elementów układanki. Lektura zamieszczonych na tym forum fragmentów Sedlaka oświeciła mnie i doprowadziła do tych brakujących puzzli znalezienia.

Rozwinę trochę wielkie spostrzeżenie Sedlaka: otóż plazma występuje w gwiazdach, owszem, tak jak występowała wszechwładnie przed emisją promieniowania tła. (Rzecz jasna w tych gwiazdach, które po pokonaniu ciśnienia kwantomechanicznego w ich wnętrzach przez grawitację nie zapadły się do czarnych dziur. Czarnych dziur – antytezy życia). Gwiazdy to jednak tylko mały ułamek masy materii barionowej. W rzeczywistości również obecnie większość „normalnej materii” we Wszechświecie to materia zjonizowana. Więc w przybliżeniu Wszechświat zjonizowany jest cały. A ponieważ co zjonizowane w pewnym sensie jest żywe – w końcu bioplazma jak pięknie spekuluje Sedlak jest kosmiczną podstawą życia – stąd wypływa moja teoria Wszechgai. Cały Wszechświat jest żywym samoregulującym się bytem, prawdopodobnie obdarzonym świadomością. Ale tym nie będziemy się teraz zajmować.

Ważniejsze w tym momencie są żywe plastikowe butelki, w których życie intuicyjnie od dawna wierzyłem, ale argumenty jakie posiadałem były dotąd niewystarczające. Moim głównym argumentem było, że butelki się rozmnażają. Wprawdzie nie same, potrzebują do tego przemysłu, nie posiadają też metabolizmu, ale podobnie samodzielnie nie rozmnażają się wirusy, a i z metabolizmem jest u nich problem. Niektórzy zaś – i ja się z nimi oczywiście zgadzam – uważają wirusy za żywe. Brakowało mi jednak jakiegoś specjalnego elementu. I oto pojawia się Sedlak ze swoją bioplazmą! Przecież potarta butelka elektryzuje się, następuje przemieszczenie ładunku, utrata części elektronów, zupełnie jak podczas jonizacji materii, która prowadzi do powstania plazmy! Mamy więc w butelkach odpowiednik bioplazmy. Butelki są żywe, trudno to podważyć.

Na zakończenie chciałbym zauważyć, że teoria żywych plastikowych butelek koresponduje z hipotezą plastiku jako praprzyczyny wszechrzeczy. Tak jak była na początku tak i dziś większość materii barionowej jest zjonizowana. Jeżeli odwrócimy strzałkę czasu, możemy rzec, że pierwotna materia jest reinkarnacją plastiku, a życie (w sensie klasycznym, krótkowzrocznie nie uwzględniającym plastikowych butelek) jest pośrednim ogniwem kręgu kosmicznej sansary. Ma to dodatkowo swoje uzasadnienie w mojej teorii Wszechgai. Jednakże jest to temat na książkę, a tu chciałem się tylko podzielić moją teorią i uznaniem dla Sedlaka.

Jeżeli mielibyście, Drodzy Forumowicze, jeszcze jakieś wątpliwości co do moich rozważań, pamiętajcie, że głęboka wiedza, którą posiadam na temat fizyki plazmy i przemysłu plastikowego, legitymizuje sensowność zarówno moich rozważań jak i wniosków.