Odpowiedz formalna czyli naukowa

andrew.wader napisał:

> Ad.2 Wydawało mi sie że P.T. władek6 .. zaproponował właśnie coś bardzo konkret

> ego odnośnie owej odporności .. jakkolwiek jego zapatrywania rodzą wiele pytań

> i wymagają uściśleń .. co próbuję uczynić niżej ..

> Czy banie się Boga jest czyms dobrym i właściwym ???

Powinien wziasc „bogobojni” w cudzyslow i w nawiasie wyjasnielem kim oni sa

ze dojrzale wierzacymi.Nie sadze aby sie tacy boga bali,a to okreslenie wyczytalem gdzies.

> Nie wiem czy takie jest zamierzenie twórców religii chrześcijańskiej .., W każd

> ym razie niezwykły proces .. by zachodził.. miłość erotyczna do postaci abstrak

> cyjnej …

Swiadomosc seksualna nasyca sie wspolzyciem seksualnym a ono jest kontaktem z mysla

posiadajaca atrybuty osoby czyli jest to marzenie.Poped seksualny nie jest do tego potrzebny,

nawet przeszkadza bo pochodzi z zewnatrz czyli jest generowany filzjologia.

Posluchaj modlitw i zobaczysz ile w nich jest zblizenia seksualnego,prawie ze erotyzmu.

Ta granica jest cienka i ja ja wyrozniam przez wlaczenie popedu jako czynnika zupelnie

zewnetrznego bo pochodzacego z osobnego systemu jakim jest bodziec fizjologiczny.

>Niewiem jednak czy religia ta przyczynia sie do intensyfikowania świadomości seksualnej, >skoro w Kazaniu na Górze (wiadomo, kto był autorem …)

No kto byl? Boisz sie napisac to slowo?

Ten znany autor Kazania na Gorze ostrzega.

A przed czym ostrzega? Ostrzega przed pozadaniem a wiec popedem seksualnym.

Teraz jasniej?

Tu z reszta upatruje wzmozona aktywnosc seksualna u ludzi mocno wierzacych (ksiezy,

statystycznie oczywiscie),bo jak balon scisniesz w jednym miejscu to w drugim go wybrzuszy.

> Zaspakajała.. ale pooprzez jakie oddziaływania ? Poprzez umożliwianie odczuć

> erotycznych do Boga ???

Poprzez wspolzycie seksualne z bogiem czyli niefizjologiczny erotyzm.

Dlatego podalem przyklad tych swietych.

> Jeszcze raz podkreślam. Nie jestem przeciwnikiem religii chrześcijańskiej .. a

> le nie można jej przypisywać takich cech jakich nie posiada …

Mnie nie interesuje religia w ogole ale swiadomosc ludzka i jej odpowiedz na nia.

Re:Co więc doradzać gdy -> upośledzona seksua

andrew.wader napisał:

> Ad.2 Wydawało mi sie że P.T. władek6 .. zaproponował właśnie coś bardzo konkret

> ego odnośnie owej odporności .. jakkolwiek jego zapatrywania rodzą wiele pytań

> i wymagają uściśleń .. co próbuję uczynić niżej ..

Zapomnialem Ci podziekowac za to zwrocenie uwagi na moja koncepcje swiadomosci

seksualnej,bo ja o niej tutaj juz dlugo pisze ale nikt jeszcze nie odniosl sie do tego

tak realnie,konkretnie rozumiejac jej znaczenie.Pomijajac to, czy to co robimy tutaj teraz

jest nauka i zostawiajac ocene tego obecnym tu specjalistom od tego, przejdzmy do roboty.

No wiec byc moze ja z lenistwa pisze za szybko i mowie o niektorych rzeczach dosc chaotycznie.

Uwazam ze swiadomosc czlowieka jest systemem biologicznym ktory wymaga odpowiedniej

ze sie tak wyraze „eksploatacji”.I tak sen jest bardzo wazna rzecza w jej funkcjonowaniu.

Brak snu czy niewlasciwy sen (bez wszystkich koniecznych faz) jest przyczyna zaburzen

zdrowia fizycznego o wystepujacy poprzez dluzszy czas i psychicznego.

Tak jest fakt medyczny i sa osrodki lecznia snu (Sleep Disorder Center) gdzie przy pomocy

polisomnograficznego testu dokonuje sie diagnozy zaburzen sennych. To wszystko jest wspolczesna

wiedza i sposobami leczenia na niej opartymi.Wiedza ta nie wychodzi poza libido.

Ja uwazam ze to mogloby byc wszystko jezeli zycie czlowieka nie byloby az tak bardzo

stresowe i swiadomosc ludzka potrzebuje czegos wiecej niz dobry sen ze wzgledu wlasnie

na to ze jej swiadomosc seksualna nie zaspakaja sie we snie calkowicie.

Sa ludzie ktorzy wymagaja wiecej i role snu w zyciu pelni wlasnie religia.Jest to nowe podejscie ktore

wymaga analizy na gruncie wprowdzonego pojecia swiadomosci seksualnej i w analizie

tej musze isc do jakies religii zeby te zjawiska rozwazac.Poszedlem do chrzescijanstwa bo

wydaje mi sie ze jest ono religia ktora wymaga najmniej poprawek aby byc zadawalajaca

dla tej formy terapii.W tym kontekscie pisalem o tych przezyciach ludzi swietych.

Wzialem pod uwage swietych bo tam te przezycia sa najintesywniejsze,no a wlasnie o to chodzi.

Analizujac je moge wiedziec czego potrzeba swiadomosci seksualnej aby pracowala wlasciwie

czyli doznala nasycenia potrzebna jej energia i uzupelnila swe braki powstale z zaburzen

sennych i stresowych. Kiedy swiadomosc seksaulna jest zaspokojona jej wspolpraca z pozostala

swiadomoscia moralna i racjonalna jest wlasciwa i czlowiek jest zdrowym psychicznie.

To moze byc jeden z kierunkow leczenia zaburzen samobojczych i w ogole depresji.

Podkreslam raz jeszcze, ze aby te problemy badac trzeba spojrzec na nie z punktu widzenia

czlowieka wierzacego,tak jak aby zrozumiec pozadanie trzeba sie samemu podniecic.

Ktos kogo nie podnieca jezyk fizyczny nie moze byc fizykiem,itd.

Demogrfia,Europa i dowodzenie antytezy.

petrucchio napisał:

> To zajrzyj i odpowiedz.

>Jeszcze raz powtaqrzam: twoja broszka. Ty stawiasz tezę, ty dowodzisz.

>Skoro taki z ciebie demograf od „niezbitych metod” i ta

> k świetnie modelujesz dynamikę populacyjną Australii i Nowego Świata (obszarów,

> dla których dane paleodemograficzne są trudne do uzyskania) na podstawie obser

> wacji fusów z kawy …

Nieprawda. Nie ma podstaw,zeby sadzić,ze było inaczej niz zaraz po przybyciu Europejczyków, którzy zastali tam oceany bizonów. A wczesniej było wręcz cudowniej. Istne Eldo Rado.

>(bo do tego się sprowadza ekstrapolacja wątpliwych uogólnień

> Diamonda), to przestań robić uniki i odpowiedz wprost.

Nie są to zadne „watpliwe uogólnienia”, przynajmniej dopóki tego nie dowiedziesz, zamiast na okragło produkować te same ogólniki.

>Pytam o kontynent, któr

> ego historię dobrze znamy, a w szczególności mamy całkowitą pewność, że ludzie

> (niektórzy znani z imienia) żyli tu 2000 lat temu. Dysponujesz twardymi danymi

> i nic nie musisz zgadywać. No, powiedz: co twoje teorie demograficzne przewiduj

> ą w tym przypadku?

Nie: ty napisz najpierw o co ci chodzi i jaka jest istota twojej argumentacji. W ciuciubabke, to się możesz bawić ze swoimi dziećmi:)

pozdrawiam.

Re: Wielki glod w Irlandii 1845-1849.

maksimum napisał:

> In 1845, 24% of all Irish tenant farms were of 0.4-2 hectares (1-5 acres) in si

> ze, while 40% were of 2-6 hectares (5-15 acres). Holdings were so small that no

> other crop than potatoes would suffice to feed a family, nor could ranching be

> a possibility due to the limited land.

>

> 24% farm mialo od 0,4-2 hektarow a 40% farm mialo 2-6 hektarow i znajac Irlandc

> zykow mieli obowiazkowo po 12 dzieci do wyzywienia w kazdym domu.

>

> Ta sama choroba ziemniakow byla w calej Europie lecz nigdzie nie poczynila taki

> ego spustoszenia jak w Irlandii.

>

> en.wikipedia.org/wiki/File:IrelandEuropePopulation1750.PNG

> Fakt ze liczba ludnosci Irlandii nigdy nie osiagnela stanu z 1845r mimo duzej u

> rbanizacji w XXI wieku swiadczy najwyrazniej ze glowna przyczyna glodu w Irland

> ii w latach 1845-1849 bylo przeludnienie i zbytnie rozdrobnienie gospodarstw ro

> lnych,a choroba ziemniaczana byla przyczyna drugorzedna.

No proszę cię, dlaczego nie dałeś szansy Piotrowi. On powołal się na ten motyw, on powinien się z tego wytłumaczyć. Pokrzyżowaleś mi moje plany:).

Można tutaj jeszcze dodać,że Irlandia leży na mało przyjaznym terytorium i że była w tamtych czasach wyspecjalizowana pod względem upraw rolnych, a wiadomo, że wyspecjalizowani giną najszybciej. Co innego z wielkim ucztowaniem na megafaunie, w buszu i na stepie.

pozdrawiam.

Czy wy wiecie, co to model teoretyczny zjawisjka?

europitek napisał:

> > Jeśli nawet obliczenia Diamonda są rzetelne, to dotyczą kolonizacji *nowe

> go obs

> > zaru*. Wzrost populacji jest wykładniczy tylko w fazie początkowej,

>

> Oto cytat z podręcznika J. Z. Holzera „Demografia”, s. 334 (PWE, 1994):

> „Przyjęcie hipotezy o rozoju ludnosci według funkcji wykładniczej jest równozn

> aczne z przyjęciem założenia wzrostu liczby ludności według postępu geometryczn

> ego. Przy czym współczynnik przyrostu naturalnego jest jedynym parametrem chara

> kteryzującym ów wzrost.

> Praktyczne znaczenie tego modelu jest dość ograniczone ze względu na nierealno

> ść założenia stałego poziomu przyrostu naturalnego w dłuższym okresie w konkret

> nej populacji. Dla krótkich okresów założenie takie może być zupełnie logiczne

> i możliwe do przyjęcia.”

To jest ogólnikowe twierdzenie, a nie żadna rzetelna definicja zjawiska. Niczego takiego w rzeczywistości nie obserwujemy. A wręcz przeciwnie, a na jednostkowych przypadkach nie wolno uogolniać. Poza tym powołujesz się na jedną z luznych hipotez, a twierdzeń na ten temat jest wiele. Popełniasz więc błąd logiczny, ponieważ dobierasz tendencyjny przykład usiłując dowodzić tezą, która sama domaga się uzasadnienia.

> Jako przykład takiego „krótkiego okresu” Holzer podaje lata 1948-1958 w Polsce.

Przykład ze zlej analogii, a rozciąganie tego na całość i używanie do popierania swojej argumentacji jest wyżej opisanym błędem logicznym.

10Autor powołuje się na zjawisko z przeciągu 10 lat, a w przypadku początku kolonizacji Australii mamy do czynienia rzekomo z 10 000 lat, natomiast w przypadku Australii 50 000 lat. Początki ludności w Afryce, to rzekomo 2 000 000. O czym my tutaj mówimy Europitek?

> Nierealność tego modelu w odniesieniu do Clovisów wynika również z dodatkowych

> założń zrobionych przez Diamonda, a do czego potrzebne mu były pokolenia (co 20

> lat) to już jego tajemnica.

Żeby stawiać takie twierdzenia nalezy wiedzieć o czym się pisze. Ty nawet nie zajrzaleś do jego ksiązki, a już negujesz. Wiem, ponieważ jakbyś zajrzał to byś mnie nie prosil o cytaty. A ja wlasnie chcę,żebyś zajrzał!

20 lat na pokolenie, to bardzo rzetelne założenie, ponieważ ludzie mogą się już w wieku 14 lat rozmnażać, a przyparci do muru już w tym wieku nabierają niezbędnego doświadczenia. Można by tutaj dyskutować o średniej liczbie dzieci dochowywanych do wieku rozrodczego.

4 dzieciaki to nie jest złe założenie, ponieważ jedni mogli dochować jedno inni pięcioro, jeszcze inni czworo. Tutaj chodzi o ŚREDNIĄ.. Ale OK można tą średnią zredukować do trzech, alb nawet dwójki dzieci. Pamiętaj,że przy założeniach Diamonda wystarczyło 380 lat na to,żeby wyodrębniła się 10 000 000 populacja z grupy 100 osób. Więc dajmy na to poświęćmy ta to 500 lat i mamy jeszcze 500 lat na to,żeby przodkowie Indian wybili megafaunę amerykańską, a jeszcze (według waszych pomysłów) 9500 lat ta to, żeby przeludnili Ameryki do tego stopnia, żeby po przybyciu Europejczyków stojąc na lądzie jeden obok drugiego i jeden na drugim ci najwyżej stojący głowami dotykami księżyca!

Jeżeli chcesz zakwestionować argument DEMOGRAFICZNY, to zaproponuj próg ekologiczny, który trzymałby populację Indian w rydzach do tego stopnia,że ta po przybyciu Europejczyków liczyła TYLKO 5 000 000. O Australii już nie wspomnę-a szerzej napisałem o tym w swoim poście.

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033754&pid=1033754&MID=%3Cj7i13r%24sie%241%40inews.gazeta.pl%3E

pozdrawiam.

przejrzyj się w lustrze.

„(…)Projekcja

Gdy zaprzeczasz poczuciu winy i tłumisz je, zaczyna cię ono trawić od środka.

Ego poszukuje wtedy innych sposobów, aby się go pozbyć. Jednym z nich jest

projekcja. Ego rzutuje winę na innych odsuwając ją od siebie. W ten sposób

próbujesz magicznego zabiegu uwolnienia, ale jedynym rezultatem takiego

postępowania jest narastanie poczucia winy, wyobcowanie i strach.

Z początku być może trudno ci to będzie zrozumieć, nie dlatego, że jest to

skomplikowane, ale dlatego, że bardzo przywykliśmy do zrzucania winy na

innych. Postępując w ten sposób czujemy się zabezpieczeni przed naszymi

najskrytszymi obawami. A jednak proces projekcji powstrzymuje nas przed

szukaniem prawdziwego źródła problemów, którym jest nasz własny umysł.

Projekcję i zachowania dla niej charakterystyczne najlepiej ilustruje poniższa

metafora. Wyobraźmy sobie, że ustawiamy projektor filmowy, światła gasną,

zaczyna się film. Po jakichś dziesięciu minutach zauważasz, że się denerwuję i

kręcę w fotelu. Pytasz, czy dobrze się czuję, a ja odpowiadam, że film mi się

nie podoba. Rzeczywiście, wyprowadza mnie z równowagi. Znasz mnie jako osobę

myślącą racjonalnie, więc moje następne posunięcie wprawia cię w osłupienie.

Otóż wstaję, podchodzę do ekranu, coś na nim piszę, poruszam nim, a nawet

próbuję go podrzeć. Nie podoba mi się film, więc usiłuję zmienić ekran.

Według mnie każdy z nas czasami zachowuje się w taki nienormalny sposób.

Ponieważ inni postępują podobnie, nikogo to nie dziwi. Wytłumaczenie tego

zjawiska zacznę od postawienia pytania: Jeśli nie podoba ci się film, jakie

widzisz rozsądne rozwiązanie? Jest ich kilka, lecz prawdopodobnie najlepszym

byłoby wyłączenie projektora lub zmiana taśmy. Tak zrobiłaby osoba, która

zdaje sobie sprawę, że nie ekran jest źródłem obrazu, lecz projektor.

Aby zrozumieć, jak projekcja funkcjonuje z życiu codziennym, wyobraźmy sobie,

że projektorem jest nasz umysł, a filmem nasze myśli. Patrząc w ten sposób na

życie, zaczynamy dostrzegać bardzo ważną rzecz, niezbędną dla odnalezienia

spokoju umysłu…”

Re: Pytanie do zawodowego matematyka.

noveyy777 napisał:

> [b]Odpowiedz. Czy przy zmniejszeniu tempa ewolucji o dwie trzecie, nalezy zaloz

> yc ,ze dywergencja nastapila 18.000.000 lat temu, czy ze nastapila 10.000.000 l

> at temu , zamiast 6.000.000 lat temu. Daj chociaż linka,gdzie wyjasnieleś dlacz

> ego trzeba liczyć mnożąc 6.000.000 przez 3 razy…

Zmniejszenie tempa ewolucji do prędkosci 3 razy mniejszej powoduje mnożenie razy 3 potrzebnego czasu.

Ty natomiast obliczasz zapewne 2/3 z 6 milionów i dodajesz to do 6 milionów i wychodzi ci z tego 10 milionów tyle, że to będzie oznaczało 3/5 prędkosci oryginalnej zamiast 1/3.

6/18 = 1/3

6/10 = 3/5



„Ci, którzy sprytnie symulują szaleństwo w zdecydowanej większości są psychopatami, a część z nich faktycznie jest szalona.” – Eugene Bleuler

Przed upadkiem kroczy pycha..

petrucchio napisał:

> neuroleptyk napisał:

> Cała argumentacja Noveyya to komedia dziecinnych omyłek. Najzabawniejsze, że on

> naprawdę tego nie widzi i pieni się całkiem szczerze.

Oszukujesz ludzi. Oszukujesz ich w imię własnego ego. Nie masz za grosz honoru, twoja zgnilizna moralna się dna! Jeżeli w tym tekscie są jakieś błedy merytoryczne, to podnieś rękawicę. Jeżeli nie, to znikaj wykladać angielski, ponieważ o biologii wiesz tyle,co ja o poezji Różewicza. Uważasz ,że kłamiąc w ime nauki ,nauki tej bronisz? Powtarzam raz jeszcze w obecnym tekscie NIE BLEDOW. Jest on napisany na podstawie tekstu oryginalnego. Chciales i masz. Prawda jest taka,zescie z Salwinskim nasadzili kocopołow i teraz nie wiesz,jak z tego wybrnac. Co ty sobie myslisz ? Ze neuroleptym nie potrafi policzyc,ze dwie trzecie z 6000.000 to 2000.000 a nie 18000.000 ? On to potrafi policzyc, wszyscy stad to potrafia policzyc, ale na ich miejscu rzeczywiscie ciezko sie przyznac do tak wielkiego zawodu. Widac po „nauczycielu” spodziewali sie cudow,a tutaj lipa. A tutaj wygłub i obciach. Wiedz jednak,ze swoje mysla. A juz niedlugo bedzie myslal caly usenet (i nie tylko). Zaluzyles sobie na te plagi (i ogolil bys sie do fotek, bo wygladasz na nich bardziej niechlujnie niz harun:-)).

Ale ci musi być glupio..

http://portalwiedzy.onet.pl/_i/neandertalczyk1.jpg

Homo sapiens = Homo patiens

noveyy777 napisał:

> Przepraszam-którego konkretnie błedu ? Przcież nawet nałe dziecko potrafi zrozu

> mieć, że jak ktoś się nie starzeje (nie ewoluuje w coś innego), to nawet za 600

> 0.000 lat będzie takim samym młodzieńcem. Jezeli np. szympanse się nie zmieniaj

> ą, to nawet po 6000.000 lat bedą takie same. Jeżeli „przodek wspólnego przodka

> szympansa i h.sapiens” przeistaczał się w tego „wspólnego przodka” trzy razy

> wolniej, to znaczy , że w końcu przeistoczył się w niego trzy razy pózniej niż

> myslano, nie 6000.000 lat temu (bo to by było szybciej nie pózniej) lecz 2000.0

> 00 lat temu. Czy to takie trudne Piotrze,czy może tak trudno sie przyznac do zl

> ego zrozumienia?

Do następującego błędu:

Czas rozejścia się linii ewolucyjnych człowieka i szympansa ocenia się na podstawie liczby mutacji nagromadzonych i utrwalonych w tym czasie, przy założeniu jakiegoś mniej więcej stałego tempa zmian. „Dystans molekularny” między dwoma gatunkami jest znany; chodzi o obliczenie, ile czasu musiało upłynąć, żeby ten dystans powstał. Zakładając dla potrzeb dyskusji, że faktycznie mutacje u człowieka i jego krewnych gromadzą się wolniej, niż przypuszczano, trzeba założyć DŁUŻSZĄ niezależną ewolucję obu gatunków, żeby mógł powstać między nimi ten sam dystans. A to oznacza, że ich ostatni wspólny przodek musiał żyć DAWNIEJ, niż przy założeniu szybszego tempa mutacji. Żaden „przodek wspólnego przodka” (cokolwiek ma to oznaczać), nie ma tu nic do rzeczy.

Jeżeli nie potrafisz zrozumieć czegoś tak elementarnego i tylko zaperzasz się, zamiast przyznać do prymitywnego błędu, to znaczy, że dyskusja z tobą na jakikolwiek temat wymagający pracy szarych komórek jest stratą czasu.



Żołnierze Ksenofonta: — Thalatta! Thalatta! (Morze! Morze!)

Marynarze Kolumba: — ¡Tierra! ¡Tierra! (Ziemia! Ziemia!)

Re: Mówią,a nie czynią.”ślepi przewodnicy ślepych

Pamietajmy że nowey7777 to <http://forum.gazeta.pl/forum/w,32,128091459,128091459,Dyskusje_o_projekcie_i_dyskusje_o_Projektancie_.html> i jego poglądy są jednoznaczne. On nie jest w stanie pojąc boga jako absolutu kryjącego się we wszech-wierzeniach i stąd pochodzi jego wzmianka o Asyżu. Nie jest w stanie pojąc nic po za tym co zawiera pismo święte tylko przez niego i wyłącznie przez niego interpretowane. W oparciu o własne rozdmuchane ego interpretuje zarówno osobę papieża Jana Pawła II jak i Benedykta! O innych powołanych cytatach spisywanych wiele wieków po śmierci Chrystusa i rzekomo przekazujące jego słowa nie będę pisał, bo ni jest to miejsce do opowiadania baj i bajeczek. Prawdę jak sam gada <trwają oni we własnym widzi mi się, zamiast szukać prawdy

bez przymiotników?.> on nie jest w stanie odgadnąć, bo wierzy słowu pisanemu w biblii i tam szuka swego świata. I wolno mu bo, nie znajduje się w państwie religijnym innej niż on wiary. Ale my opuśćmy zasłonę milczenia nad tym biednym i zagubionym fanatykiem mieniącym się intelektualistą!

Wszyscy mamy skłonności do uzależnień.

znowumizablokowalikonto napisał:

> Faktycznie trudne pytanie. Ja np się nie uzależniłem od narkotyków. Może dlateg

> o, że nigdy nie brałem? … mam nadzięję, że podobnie będzie z moimi dziećmi ni

> ezależnie od życiowych trudności…

W tej ksiązce znajdziesz odpowiedzi na wsoje pytania:

www.gandalf.com.pl/fragment/leczenie-uzaleznionej-osobowosci/

„We współczesnym społeczeństwie powszechne jest dążenie do szukania szczęścia poza sobą. Co piętnaście minut (lub częściej) program telewizyjny przerywany jest reklamami, które przekonują nas, że do pełni szczęścia brakuje nam jakiegoś nowego, ulepszonego produktu. Bardzo wcześnie zaczynamy kształtować zręby systemu myślenia uzależnionego, którym posługuje się nasze ego. Wyobrażamy sobie, że jesteśmy z natury niekompletni, że potrzebujemy zewnętrznych dodatków, by doświadczyć pełni.

Sprawą zasadniczą jest podważenie systemu przekonań ego. Myślenie uzależnione ma poważne wady. Nigdy nie zapewnia nam trwałego spokoju umysłu, natomiast myślenie oparte na miłości prowadzi do całkowitego spokoju umysłu. Pracując z pacjentami wychodzącymi z uzależnień chemicznych i z pacjentami współuzależnionymi, często jestem zdumiony tym, jak silne i bardzo irracjonalne jest myślenie uzależnione. Gdy pewnego dnia wygłaszałem wykład o szczęściu, zauważyłem, że słuchacze nie zgadzają się ze mną: przecząco kręcą głowami lub zaczynają się złościć. Ponieważ lubię spotykać się z pozytywnymi reakcjami i zależy mi na aprobacie, postanowiłem dowiedzieć się, jakie są ich odczucia. Zapytałem kobietę w pierwszym rzędzie, dlaczego kręciła głową. Powiedziała, że chyba muszę być wariatem, skoro twierdzę, że ludzie mogą być szczęśliwi, kiedy tylko zechcą. Według niej, to nieprawda. Mężczyzna z tylnego rzędu zgodził się z nią, mówiąc, że na pewne sytuacje nie mamy wpływu, a wtedy bycie nieszczęśliwym i zmartwionym jest sprawą naturalną. Absurd myślenia uzależnionego objawił się przede mną w całej swojej ostrości. Obstajemy przy naszym smutku (i uzależnieniach), jakby były czymś, co jest nam koniecznie potrzebne! Przekonujemy samych siebie, że o tym, co przeżywamy, decyduje sytuacja zewnętrzna, a nie nasze myśli.

Zrezygnowałem z dalszego ciągu wykładu i zaproponowałem głosowanie. Zapytałem, ilu moich słuchaczy uważa, że można być szczęśliwym bez przerwy. Nikt nie podniósł ręki. A w osiemdziesięciu przypadkach na sto? Pojawiło się kilka rąk. A w sześćdziesięciu? Trochę więcej rąk w górze. Najwięcej rąk podniosło się, gdy zapytałem o pięćdziesiąt procent. Zdradzę ci sekret, który twoje ego próbuje przed tobą ukryć. Otóż nie przychodzisz na świat z etykietką, stwierdzającą: Ta nowa istota ma prawo do szczęścia w 52,31% . Nikt nie zawiera z tobą takiego kontraktu…………..”