Re: Sataniczna medycyna XXI w.

Coś mi się wydaje, że okaleczanie i torturowanie niewinnych dzieciąt ma niejaki związek z tym, że dożywają one potem 100 lat. Kiedy medycyna była łaskawsza i zgodna z naturą, człowiek po urodzeniu żył średnio kilka lat, jeśli wliczać śmiertelnosć niemowląt i zejścia w wieku pacholęcym. Mnie by na tych 97 dodatkowych latach dziwnie zależało, pogodziłbym się nawet z tym, że to dzięki mafii…

Sataniczna medycyna XXI w.

wydaje miliardy na przdłużenie wegetacji 100-letnich starców, a zabija i okalecza toksycznymi szczepionkami miliony zdrowych niemowląt i starszych dzieci. Jedno i drugie dla giga zysków farma-mafii.

Medycyna brudnych rąk

Bardzo miło czytać o rozsądnym lekarzu, rzadkość. Szkoda, że do artykułu na siłę wciśnięto zakamuflowaną reklamę lewackich polityków, szczególnie „zasłużonych” na polu udawania intelektualistów. Wymienianie z nazwiska antynaukowych i zabobonnych lewaków jak lektor promptera czy fanatyk globociepu, to zgrzyt i niepotrzebne zaśmiecanie tekstu, skądinąd mającego wyraźne pretensje do rzeczowości.

Re: Renesans chorób zapomnianych

raf.99 napisał:

> Dodałbym do tego zestawienia dla pełnego obrazu boreliozę. Nie jest wprawdzie z

> apomniana, tylko jeszcze nie do końca odkryta. Natomiast nie trzeba jest znikąd

> zawlekać. Jest i dziesiątkuje nas po cichu.

………………………………….

nie tylko borelka ale i kandydoza i wiele innych , ktorych medycyna nie potrafi wyleczy,

trujmy się dalej wyziewami i produktami cywilizacji, zmutowana paszą i zywnością, a nasze organizmy coraz bardziej będa podatne na takie choroby z powodu ogłupiałego systemu immunologicznego



…………………………………….

Identyfikacja.

BH.0.

MOTTO: minus — 0, tj. mniej niż ZERO.

Każdy z Nas, posługuje się środkami w jakie wyposażyła Go rodzina i doposażyło życie. To co mówi, pisze oraz to co robi, klasyfikuje Go i IDENTYFIKUJE jednoznacznie. Czytajmy więc te wypowiedzi, a osąd nasuwa się Nam jako SMUTNA i ŻAŁOSNA, realna oczywistość.

PUENTA:

Ważne są jednak tzw. NISKIE węglowodany, tj. do 26% wzrostu, a głównie tzw. GLUKOZA naturalna, niezbędna dla naszego mózgu.

ROZUMIEM i doradzam; wyłącz ze Swojej diety tzw. GLUKOZĘ nienaturalną, bo to naprawdę pomaga; w REALNEJ ocenie RZECZYWISTOŚCI !! *

UWAGA:

Należy również zaopatrzyć się w patyczek, którym rytmicznie pukamy się po własnym CZOLE, próbując wrócić do realiów, obowiązujących na planecie o nazwie ZIEMIA.

R E F L E K S J A:

INDEKS ŻYWIENIOWY, a; INDEKS GLIKEMICZNY, to dwa różne spojrzenia na realia przyrodnicze.

IŻ; to identyfikacja ewolucyjnych dokonań przyrody. IG; to marketing, obłuda i biznes.

Zobacz też; CHLEB na OSTEOPOROZĘ, wg: IRL KRAKÓW.

Książka, pt._______: PORADNIK ŻYWIENIOWY człowieka w XXI wieku.

Wydanie drugie: zaktualizowane i uzupełnione. **

Skrót adresu strony w Internecie_______: MAGDALIRL

ADRES_______: www.magdalirl.com.pl/



biologia, medycyna

Nieludzka medycyna

W jednym z niedawnych postów pisałem, że niemal nikt z polskich naukowców nie podejmuje tematów badawczych leżących u podstaw większości naszych krajowych bolączek, bo za podjęcie takich tematów nie będzie nagradzany.

Pozycja ( kariera ) polskich naukowców zależy od jego „sumarycznego Impact Factor’u”, czyli od umiejętności przypodobania się gustom i preferencjom recenzentów czasopism z tzw. tzw. Listy Filadelfijskiej. Przyjęcie tego kryterium – od czego zależy możność otwarcia przewodu habilitacyjnego i już teraz także na ogół – przewodu doktorskiego, nie mówiąc o możności pozyskania stanowiska w placówce (jednostce) naukowej jest wynikiem wiernopoddańczego ustosunkowania się Ministerstw i władz uczelnianych do wymogów wciąż jeszcze wpływowego Imperium.

Po przypomnieniu tej zależności następnym krokiem powinno być podanie przykładów polskich bolączek. Spróbuję sformułować kilka takich problemów. Dzisiaj wezmę na warsztat.: problem organizacji służby zdrowia. Warto dyskutować akurat nad tym problemem, gdyż jesteśmy w przededniu przyjęcia przez Sejm nowego ustawodawstwa tzn. przeprowadzenia tzw. „reformy służby zdrowia”.

Próbowano już wiele razy przeprowadzać reformę służby zdrowia. Dlaczego owe reformy nie przynoszą korzystnych zmian.

Otóż wynika to właśnie z pewnej interdyscyplinarnej trudności systemowej .: socjologicznej, psychologicznej, mentalnej która jest wyzwaniem dla polskich naukowców.

Chodzi o sposób określenia granic kilku nieuchronnych niedosytów i określenie sposobu na samoograniczenia ze strony pacjentów, lekarzy, władz.

Zacznijmy od pytania ” Jak powinien być diagnozowany i leczony pewien konkretny pacjent ?” Odpowiedzi udzielają specjaliści ( naukowcy ) – konsultanci z zakresu poszczególnych dziedzin. Ich odpowiedź brzmi. „Pacjent powinien być diagnozowany i leczony zgodnie z standardami określanymi przez konkretne, właściwe dla danego problemu medycznego wytyczne specjalistycznego towarzystwa naukowego”.

Ze względu na szybki i stały postęp w zakresie metod diagnostycznych, terapeutycznych i proponowania wciąż nowych leków – postępowanie wg tych standardów przekracza możliwości finansowe naszego kraju (nawiasem mówiąc przekracza także możliwości krajów bogatych).

NFZ ( a np. w Wielkiej Brytanii NHS ) przydziela więc jednostkom medycznym na zasadzie tak zwanych kontraktów ograniczone ilości funduszy.

Służba Zdrowia (lekarze i inni pracownicy) zawsze wykorzystają przyznany im limit. Wynika to stąd, że nie zostały określone żadne mechanizmy samo – ograniczania się w wydatkach. Również pacjenci w większości przypadków wierzą że należy zawsze „przebadać się dokładnie”, a w zakresie leczenia „należy zrobić wszystko” ( łącznie np. z przeszczepami narządów, podtrzymywania życia ze wszelką cenę, stosowaniem tzw. leków celowanych, itp.).

Pacjenci mają zaufanie do instytucji zdrowotnej i są zadowoleni tylko wtedy gdy przeprowadzono wiele badań aparaturowych i zastosowano najnowsze leki.

Takie stanowisko pacjentów, utrwalane jest zresztą przez wypowiedzi lekarzy wynikające z ich mentalności. Umysłowość, postawa i wykształcenie lekarzy jest oparte o model „uszkodzeń” narządowych, które trzeba „naprawić”. Gorzej, lekarze współcześnie pragną się „zabezpieczyć” przed zarzutami (na różnych poziomach) i umniejszyć swój lęk wynikający z niepewności co do rozpoznania. Zamiast uformowania logicznego „przekonania diagnostycznego” – wolą mieć zestaw wyników, którym mogą się zasłonić przed zarzutami. Lekarze dokonują więc wiele działań rytualnych (tzw. „przebadanie”). Takie postępowanie jest oczywiście bardzo kosztowne.

W takiej sytuacji dochodzi często (np. przed końcem okresu rozliczeniowego ) do wyczerpania „przyznanego limitu funduszy”. Nie pozostaje wtedy nic innego jak utworzyć … kolejki oczekujących na przyjęcie do specjalisty, na przyjęcie do szpitala, na określone droższe badania i rodzaje terapii.

Rodzi to frustracje. Są one i będą nieuchronne, jeśli nie zostaną „obmyślone” w/w zasady samo – ograniczania się analogiczne do tych które są stosowane przez pewna rodzinę odnośnie budżetu rodziny. W idei samo – ograniczania się wynika również wniosek, że jednocześnie instytucja ubezpieczająca, co prawda powinna zapewniać – na zasadzie solidarności społecznej – pomoc wszystkim przewlekle chorym, ciężko chorym, bezustannie chorującym, jednak w myśl owych zasad „rozsądnego samo – ograniczania” powinna przyjąć zasady dość podobne do metod ubezpieczania się od wypadków samochodowych.

Na rozsądne rozwiązania być może jest jednak już za późno. Trzeba by cofnąć się czasie i zacząć podążać ścieżką, na którą wskazywano, lecz którą zarzucono.

Mam tu bowiem na myśli powrót do koncepcji medycyny humanistycznej, podejścia holistycznego, uwzględniającego psychikę pacjenta. Trzeba by uznać, że ogromna większość sytuacji, kiedy to dochodzi do złego samopoczucia wynika z uwarunkowań psychologicznych i socjalnych.

Umiejętność wpłynięcia na kondycję psychiczną umniejsza cierpienie, skraca czas leczenia a także zmniejsza koszty leczenia. Zmniejszenie kosztów leczenia zachodzi przez wyeliminowanie niepotrzebnych badań wtedy gdy realne powody zgłaszanych dolegliwości tkwią w psychice pacjenta. Włączenie psychoterapii zmniejsza wydatki na farmakoterapię.

Ścieżkę tą zarzucono ze względów ideologicznych oraz presję firm farmaceutycznych i innych „technologicznych” lobby.

Tym nie mniej, mój głos w dyskusji ma może pewien sens, jeśli uświadomić sobie, że pewien dyrektor szpitala, który stanie się już wkrótce prezesem „spółki prawa handlowego”, w której większość udziałów będzie miał – powiedzmy – samorząd nie będzie miał innego wyjścia jak zbilansować budżet szpitala na 0. Cóż on będzie mógł począć. Zredukuje personel szpitala. Może zacznie od administracji, ale może zmniejszyć także obsadę pielęgniarska i ilość lekarzy. Ograniczy wydatni na drogie badania i drogie leki. Spowoduje to liczne pretensje pacjentów. Nic dziwnego więc, że przewidziano (przygotowano) specjalne „sądownictwo” do rozstrzygania skarg pacjentów na personel medyczny.

Tak więc podsumowując – problem jest ! Nie wiem – czy jest to zagadnienie godne podjęcia przez naukowców, oczywiście naukowców z dziedziny medycyny, psychologii klinicznej socjologii, zdrowia publicznego, itp. Szansa aby rozważania nad tym problemem były publikowane w czasopismach z Listy Filadelfijskiej jest żadna. ~ Andrew Wader