Amerykanski expert o gazie lupkowym

Amerykański ekspert: wydobycie gazu łupkowego powoduje problemy w USA

PAP 2011-10-06, ostatnia aktualizacja 2011-10-06 08:35:15.0

W USA wypadki przy wydobywaniu gazu łupkowego zdarzają się raz na sto odwiertów, ale gorsze są czynności rutynowe, tj. odzyskiwanie zanieczyszczonej wody – powiedział PAP zajmujący się ekologią prof. Robert W. Howarth z amerykańskiego Cornell University.

Dodał, że poważne wypadki, związane np. z wyciekiem metanu i innych substancji, zdarzają się raz na 1000 odwiertów. „Może to nie wydaje się dużo, ale w Pensylwanii jest sto tysięcy odwiertów, co daje sto poważnych i tysiąc mniejszych wypadków” – wyliczył Howarth. „Ale większym problemem niż wypadki są rutynowe czynności” – zaznaczył.

Chodzi o metodę tzw. szczelinowania hydraulicznego, stosowaną na szeroką skalę w USA, a której stosowania w UE chcą zakazać Zieloni. Polega ona na wpompowaniu pod ciśnieniem w głębokie odwierty dużej ilości wody z niewielką domieszką substancji chemicznych, by rozsadzić skałę łupkową i uwolnić gaz. Metoda ta jest zakazana we Francji, obiekcje wyrażają też Niemcy. Póki co, nie ma innej metody, a Polska może mieć największe złoża gazu łupkowego w Europie, co budzi nadzieje na energetyczną niezależność.

„Wtłacza się w odwiert dużą ilość wody z toksynami, dodatkowo płyn wyciąga ze skały radioaktywne substancje, toksyczne węglowodory i metale, a 20 do 30 procent wpompowanego płynu wraca z powrotem. Jeśli do jednego otworu wlewa się 20 milionów litrów wody, wypływa z powrotem cztery miliony z wieloma szkodliwymi substancjami Powstaje pytanie, co z tym zrobić” – tłumaczył Howarth. Jego zdaniem, nie ma odpowiedzi na to pytanie, bo nie ma jeszcze technologii „recyklingu” zanieczyszczonej wody.

Przytoczył dane z USA, z których wynika, że w 2010 r. odzyskane było tylko ok. 3 proc. wody wlewanej do odwiertów. „Jednej trzeciej wody w ogóle brakuje (w danych), nikt nie wie, co się z nią stało. Podejrzewamy, że została rozwieziona ciężarówkami i zrzucona wzdłuż dróg. Dwie trzecie jest przewożonych do miejskich oczyszczalni ścieków, czyli materiał ten pływa w rzekach i jeziorach, co powoduje wiele problemów. Pensylwania dopiero od czerwca zakazała tego procederu” – podkreślił.

Zauważył, że na ryzyko zanieczyszczenia wody pitnej narażeni są mieszkańcy obszarów wiejskich, czerpiący wodę ze studni. „Zaobserwowaliśmy, że jeśli ktoś mieszka w odległości jednego kilometra od odwiertu, jest bardzo dużo prawdopodobieństwo (75 proc.), że woda pitna będzie zanieczyszczona do takiego stopnia, w którym staje się niebezpieczna” – powiedział profesor. Dodał, że dochodzi do tego ryzyko wynikające z konieczności budowy infrastruktury transportującej gaz.

Jego zdaniem, wbrew powszechnej opinii, gaz łupkowy nie może być – dla krajów takich jak Polska – pomostem między węglem a niskoemisyjnymi źródłami odnawialnymi. Powoduje bowiem – w jego ocenie – zwiększoną emisję metanu (główny składnik gazu ziemnego), który jest dużo bardziej szkodliwy dla klimatu niż CO2.

„Zaraz po szczelinowaniu odwiertu, w pierwszych dwóch tygodniach następuje wypływ zwrotny wtłaczanego płynu, wentylowany jest też w dużych ilościach gaz, by kontrolować ten wypływ i to jest największa różnica między gazem łupkowym i konwencjonalnym” – powiedział profesor. Dodał, że można ograniczyć wyciek, ale amerykańskie firmy tego nie robią, bo jest to bardzo kosztowne. Oszacował, że na drodze od odwiertu do konsumenta wyciek gazu konwencjonalnego wynosi od 1,5 do 6 proc. (głównie na skutek nieszczelnych gazociągów), a w przypadku gazu łupkowego jest to o 1,9 proc. więcej.

„Wydobywanie gazu ze skał łupkowych jest nowym zjawiskiem, pierwszy raz udało się to w Teksasie 15 lat temu, a na dużą skalę odbywa się zaledwie od 10 lat. Poza Teksasem gaz łupkowy wydobywany jest dopiero od trzech, czterech lat: w Pensylwanii, Colorado, a także na północnym wschodzie oraz na zachodzie USA i w zasadzie nigdzie poza Stanami” – powiedział Howarth, zalecając ostrożność w Europie.

Niedawno inny amerykański profesor Michael Griffin z Carnegie Mellon University powiedział w Brukseli, że wydobycie gazu łupkowego wymaga dodatkowych procesów związanych z kruszeniem skały, ale w skali przemysłowej ryzyko zanieczyszczenia wody jest bardzo małe i można je zminimalizować odpowiednimi przepisami. Inni eksperci z USA przyznają z kolei, że wydobycie gazu łupkowego powoduje większy wyciek metanu niż w przypadku gazu konwencjonalnego, jednak różnica jest niewielka. Polscy europosłowie uważają ekspertyzę, którego współautorem był Howarth, a którą we wtorek przedstawiła komisja ds. środowiska w PE – za stronniczą.

W kwietniu amerykańska Agencja ds. Energii (EIA) poinformowała, że Polska ma 5,3 bln m sześc. możliwego do eksploatacji gazu łupkowego, czyli najwięcej ze wszystkich państw europejskich, w których przeprowadzono badania (raport EIA dotyczył 32 krajów). Ta ilość gazu – podkreśliła Agencja – powinna zaspokoić zapotrzebowanie Polski na gaz przez najbliższe 300 lat.

Z Brukseli Julita Żylińska

Przeciez poparleś wlaśnie moje tezy! Dodatkowy arg

europitek napisał:

> Takie obniżenie do 1,7% to przeskok do rzędu wielkości przyrostu naturalnego, k

> tóy bywał obserwowany w praktyce, choć w innych warunkach historycznych.

Jakich?

>Przy 1

> ,7% potrzeba byłoby 683 lata na osiagnięcie liczebniści populacji wynoszącej 10

> mln ludzi.

No i OK, teraz zalozmy, że megafauna byla tępiona o 300 lat dłuzej i wszystko się zgadza. A dajmy przy zalozeniu,ze populacja zaczęla sie od większej niż 100 ludzi mozesz jeszcze bardziej obniżać ten procent, no i teraz mozesz dodać jeszcze to optymistyczne zalozenie do tego rachunku:

skroc.pl/fbd3

Jak widać argument demograficzny zyskuje coraz bardziej na sile empirycznej:)

skroc.pl/ef0b

„Kobiety jako pierwsze osiedlające się na jakimś obszarze miały więcej dzieci i wnuków. Do takich wniosków doszli naukowcy z Kanady i Szwajcarii, analizując drzewa genealogiczne francuskich rodzin, które w XVII i XVIII w. zaczęły kolonizować prowincję Quebec.

Zespół, którego członkiem był m.in. Damian Labuda z Uniwersytetu Montrealskiego, przyjrzał się ponad milionowi osób z fali kolonizacyjnej obejmującej lata 1686-1960. Korzystając z doskonałej dokumentacji regionów Saguenay–Lac-Saint-Jean i Charlevoix, zrekonstruowano przestrzenną dynamikę kolonizacji.



Okazało się, że większość obecnej populacji Saguenay–Lac-Saint-Jean można sprowadzić do przodków, którzy żyli bezpośrednio lub w pobliżu czoła fali imigracji. Przodkowie z czoła fali przyczynili się do obecnej puli genowej w większym stopniu niż osoby z rdzenia fali. Najprawdopodobniej stało się tak w wyniku o 20% wyższej płodności kobiet z czoła fali. Co ważne, pionierki młodziej wychodziły za mąż i czerpały pełnymi garściami z najlepszych miejscowych zasobów
.(…..)”

Więc dlaczego ludzie wciągu 2 000 000 lat swojej egzystencji nie przeludnili naszej planety? Przecież jesteśmy przystosowani do przeludniania. Już „h ergaster” był „sawannianym koszykarzem” (jak go określił Richard Leakey) zdolnym do dalekich wędrówek i przeludniania Ziemi. A człowiek z Dmanisi, taki mały i tak daleko zawędrował! Teraz już wiemy kto pozjadal mamuty w Ameryce.

>To jednak nie koniec problemów..

Przecież póki co nie ma zadnych.

>ponieważ stąd jest jeszcze daleko d

> o „najbardziej pesymistycznych założeń” – te mogą nawet prowadzić do wniosku, ż

> e osiągnięcie takiego stanu populacji nie było możliwe.



Zebyś jeszcze to uzasadnił, ponieważ to kolejny gołosłowny slogan.

> > Usiłujesz łatać dziury w swojej hipotezie pomijając niewygodne fakty.

>

> Niczego nie pomijam, ale na razie koncentruje się wyłącznie na poglądach Diamon

> da i jego błędach.

Narazie ich nie wykazaleś.

>Na inne rzeczy pewnie też przyjdzie czas..

On już dawno nadszedł:).

pozdrawiam.

Demogrfia i Europa.

petrucchio napisał:

> Powiedz mi, Noveyy, jaki mógł być średni roczny przyrost populacji Europy powie

> dzmy od początków naszej ery do dziś? Rozumiem, że możesz nie znać dokładnej li

> czby, ale zaryzykuj i podaj jakąś przybliżoną wartość w procentach lub ułamkach

> procent. Tak świetnie przewidujesz te wartości dla innych kontynentów na podst

> awie „niepodważalnej argumentacji demograficznej”, że na własnym podwórku nie p

> owinieneś mieć trudności.

1) Uwierz, że jezeli będę chciał na ten temat coś napisać, to zamioast strzelać zajrzę do merytorycznych zródeł.

2) Jeżeli chcesz coś na ten temat napisać, to twoim zadaniem jest zacytowasć z tych zródeł i okreslić na czym polega istota twojej argumentacji.



W innym przypadku nie ma z czym dyskutować.

> > A więc mamy jeszcze 500 lat na wybicie megafauny. A przy takim ucztowaniu

>

> > i łatwej zdobyczy wystarczy 200 lat, żeby wszystko wytępić i jeszcze bard

> ziej s

> > ię rozmnożyć.

>

> Na kredyt?

>

Nie na tym, co ocalało np. jeleniach, bizonach i bobrach. Megafauna zawsze stanowi najmniejszy odsetek, choć bardzo pożywny i co wielkie rozm,naża się czasami co kilkanascie lat. Jeleniowate mnożą się jak króliki..Acha i króliki:) Więcej w nowym wątku o demografii w Irlandii.

Re: Teza Diamonda jest nie do podważenia.

noveyy777 napisał:

> Ale ja ci już przecież napisałem, że można obnizyć nawet o połowę. I nawet wówc

> zas, biorąc pod uwagę najbardziej pesymistyczne założenia, w ciągu 500 lat z po

> pulacji złożonej ze 100 osób bedziemy mieli grubo ponad 10 000 000 populację lu

> dzi.

Powiedz mi, Noveyy, jaki mógł być średni roczny przyrost populacji Europy powiedzmy od początków naszej ery do dziś? Rozumiem, że możesz nie znać dokładnej liczby, ale zaryzykuj i podaj jakąś przybliżoną wartość w procentach lub ułamkach procent. Tak świetnie przewidujesz te wartości dla innych kontynentów na podstawie „niepodważalnej argumentacji demograficznej”, że na własnym podwórku nie powinieneś mieć trudności.

> A więc mamy jeszcze 500 lat na wybicie megafauny. A przy takim ucztowaniu

> i łatwej zdobyczy wystarczy 200 lat, żeby wszystko wytępić i jeszcze bardziej s

> ię rozmnożyć.

Na kredyt?



What Intelligence divine

Could frame thy curious Design?

„PotrzebaOdstrzelenia”: niegodne slowa mysliwczyka

@pawel.ccc: „Potrzeba odstrzelenia” (!!!)

„10% populacji zubrôw (…), zostalo decyzją Ministra Środowiska i na wniosek Dyrekcji BPN, przeznaczone do odstrzału”…

Tak naturalnie i „uroczo” wyraza sié pan „ccc”: nie widzàc jakos, ze swojà przemowà podkresla i poswiadcza tylko to, co wszystkim jest wiadome – prawdé o „silnych powiązaniach tych, co tworzà prawa, z tymi ktôrzy za to placà” (środowiskiem myśliwych w tym przypadku).

To moze by tak pana „pawla ccc” „przeznaczyc” do odstrzalu…?!

Motywujàc decyzjé „potrzebà odstrzelenia” dziesiéciu procent populacji, bo przeciez ludzi takze jest za duzo i trzeba panowac nad sytuacjà.

Re: Enceladusowe „deszcze” na Saturnie

Żadna to nowość, ale nie jestem do końca sceptyczna, bowiem komety zawierają w sobie też jakis skuteczny procent, który diametroalnie nie różni się od tej położonej na ziemi. Wszystkie zdjęcia widma gwiazd o charakterze medialnym nie miałyby sensu, gdyby nie występowała w skłóadzie tychże woda i źródła gazów ciekłych. To chyba wiele wyjaśnia. Poza tym temperatura w kosmosie pozwala zarówno na zamarzanie wody jak i jej parowanie, to jest- odmrażanie. No, ale ciekawostka dotycząca pola grawitacyjnego tej planety to dopiero ciekawostka.

Darwin i edukacja.

Ojczyzna Darwina „zagrozona inwazją” IP (Darwin i edukacja).

No, no „epidemia zwolenników IP” dotyka nawet

ojczyznę Karola Darwina.

www.racjonalista.pl/index.php/s,38/d,6/t,39324?fb_xd_fragment#?=&cb=f1315ea83e80264&relation=parent&transport=fragment&frame=f2ed393214898d

„Jak donosi ScienceInsider, trzydziestu szanowanych brytyjskich naukowców wydało wczoraj oświadczenie wyrażające ich niepokoje związane z nauczaniem kreacjonizmu w brytyjskich szkołach, które są finansowane z publicznych środków. Zwracają oni uwagę na organizacje, które odwiedzają szkoły i wysyłają im materiały kwestionujące wiarygodność teorii ewolucji i promujące ideę „inteligentnego projektu” jako naukowej alternatywy dla neo-darwinizmu. Naukowcy ci twierdzą, że obecne zalecenia rządu, że kreacjonizm i inteligentny projekt nie powinny być nauczane podczas lekcji o naukach ścisłych (science) powinny być jasno podkreślane i skutecznie wdrażane.

Pod oświadczeniem podpisały się sławy brytyjskiego świata naukowego, między innymi przyrodnik i dziennikarz David Attenborough, biolog ewolucyjny Richard Dawkins czy genetyk Steve Jones. Zostało ono również poparte przez liczne organizacje, między innymi Brytyjskie Stowarzyszenie Naukowe (the British Science Association) czy Stowarzyszenie na rzecz Krzewienia Nauki (the Association for Science Education)(…). ”

Ci naukowcy nie bez przyczyny zaczęli się obawiać o swoje stołki:):

Ten proces już narasta od jakiegoś czasu:

apologetyka.com/ptkr/uczymy_kreacjonizmu_w_UK

„Dobra nowina z ojczyzny Darwina: Prawie jedna trzecia brytyjskich nauczycieli nauk przyrodniczych nie ma nic przeciwko uczeniu kreacjonizmu, jako naukowej alternatywy dla ewolucji.(…)Tak duży procent nauczycieli nauk przyrodniczych w ojczyźnie Darwina bez problemu widzących siebie nauczających kreacjonizmu jako właściwej alternatywy dla teorii ewolucji zaszokował prominentnych darwinistów. Richard Dawkins ogłosił, że wynik tego sondażu to „narodowa hańba”. A Steve Jones dorzucił, że dla niego osobiście wyniki te są „bardzo depresyjne”.”

Znowu Dawkins, znowu Jones! Dziadki porobili karery na książkach, w których za pomocą komputerowych biomorfów usiłowali dowodzić, że nie ma Boga, zbili cięzką kasę, a teraz dygoczą przed wyrokiem empirii:).

Jeszcze Hawking-bajkopisarz powinien dorzucić swoje trzy grosze (Jerry Coyne i PZ Myers nieomieszkają siedzieć cicho. Trzeba liknąć na ichne blogi. Już siedzą nad klawiaturami z nabrzmiałą zyłką na czołach:))!

apologetyka.com/ptkr/brytyjczycy_wola_projekt_niz_darwina

Brytyjczycy wolą projekt niż Darwina

„Niedawny sondaż przeprowadzony w Wielkiej Brytanii ukazuje zaskakujący poziom sceptycyzmu wobec darwinowskiej teorii ewolucji. Okazuje się, że 51% Brytyjczyków nie wierzy, by teoria ta wyjaśniała złożoność życia. Co więcej, większość rodaków Darwina uważa, by w pełni wyjaśnić tę złożoność, inteligentny projekt musi wejść na scenę.

Jednen z mitów podtrzymywanych przez darwinistów jest taki, jakoby kreacjonizm był czysto amerykańską egzotyką, wymysłem niedouczonych farmerów z rolniczych stanów USA. W znacznie bardziej postępowej Europie w takie rzeczy się nie wierzy. Jednak z okazji Roku Darwina postanowiono nieco bardziej przyjrzeć się tej kwestii w ojczyźnie Darwina. Pierwsze rezultaty były szokujące, o czym pisałem wcześniej, kiedy się okazało, że 29% brytyjskich nauczycieli nauk przyrodniczych uważa, że kreacjonizm powinien być nauczany na ich lekcjach, jako prawidłowa naukowa alternatywa dla darwinizmu(…).”

apologetyka.com/ptkr/wyksztalceni_antyewolucyjni

Młodzi, wykształceni, antyewolucyjni

„Theos – brytyjski teologiczny think-tank – opublikowal szczegółowy raport omawiający wyniki niedawnego sondażu, dotyczącego problematyki ewolucjonizmu i kreacjonizmu w Wielkiej Brytanii.

Jak to omówilem poprzednio, badanie to pokazało zaskakująco wysoki poziom sceptycyzmu wobec teorii ewolucji w ojczyźnie Darwina, w parze z wysokim poziomem wsparcia dla teorii inteligentnego projektu (ID) oraz niemałym nawet dla kreacjonizmu młodoziemskiego.

Opublikowany raport przyniósł szczegółowe analizy charakteryzujące respondentów akceptujących lub odrzucajaąych poszczególne opcje. [1] Kto więc w wiekszości popiera teorię inteligentnego projektu? Jeśli twoje geny determinują cię do wiary w darwinizm, pomyślisz pewnie, że respondenci wierzący w ID to „ludzie starsi, religijni, z wykształceniem podstawowym lub bez”. Zajrzyj teraz do podsumowania omawianego raportu (s. 102), a przeczytasz tam nastepujące stwierdzenie: „Pomimo słabnacej religijnej praktyki w Wielkiej Brytanii i ostatniej medialnej debaty na temat nauki i wiary, istnieje wciąż grupa ludzi wierzących w kreacjonizm młodej Ziemi. Co interesujące jednakże to to, że najmłodsza generacja i najlepiej edukowani ludzie wykazują inklinację w kierunku wiary w teorię inteligentnego projektu. Czy to może być wskaźnik dominującego trendu jutra?”(….)”.

stwarzanie.wordpress.com/2011/03/03/coraz-mniej-darwina-w-amerykanskich-szkolach/

„Większość nauczycieli biologii w szkołach średnich w USA nie podchodzi z entuzjazmem do nauczania biologii ewolucyjnej w klasach. Jest tak, mimo mającej 40 lat historii orzeczeń sądów, które uznawały nauczanie kreacjonizmu i inteligentnego projektu jako łamiącego konstytucję. Politologowie z Penn State twierdzą, że obowiązkowe kursy z biologii ewolucyjnej dla przyszłych nauczycieli, połączone z częstymi kursami odświeżającymi dla już nauczających, mogą częściowo zaradzić takiemu stanowi rzeczy.

„Istnieje sporo danych naukowych sugerujących, że zwolennicy ewolucji, metody naukowej i racjonalizmu przegrywają bitwę o amerykańskie klasy szkolne.” Spostrzeżeniem tym podzielili się profesorowie politologii z Penn State, Micheal Berkman i Eric Plutzer, na łamach prestiżowego Science.”(…)Wg Berkmana i Plutzera, Stany Zjednoczone potrzebują lepiej wyszkolonych nauczycieli biologii, którzy będą śmiało promować wysokie standardy edukacji naukowej w swoich lokalnych społecznościach. Koledże i uniwersytety powinny wprowadzić obowiązkowe kursy z biologii ewolucyjnej dla przyszłych nauczycieli, oraz kursy odświeżające dla aktualnie nauczających(…).”

Oni oszaleli: chcą na sile agitować biologow i nauczać ich ewolucjonizmu:)))

PODSUMUJMY:

____________________

apologetyka.com/ptkr/miedzynarodowa_niewiara_w_ewolucje

Międzynarodowa niewiara w ewolucję

„Zgodnie z międzynarodowym sondażem przeprowadzonym na zlecenie British Council większość społeczeństw takich krajów, jak: USA, Wielka Brytania, Chiny, Indie, Rosja, Meksyk i Argentyna popiera nauczanie innych teorii – obok teorii ewolucji – na lekcjach nauk przyrodniczych.

Rok darwinowski przyniósł wysyp sondaży badających akceptację teorii ewolucji wśród szerokich kręgów społeczeństw w zestawieniu z innymi ujęciami powstania i różnicowania się życia, jak kreacjonizm czy teoria inteligentnego projektu. O niektórych zaskakujących rezultatach pisałem już wcześniej (patrz tutaj, tutaj i tutaj). Międzynarodowy sondaż przeprowadzony na zlecenie British Council przynosi kolejne krzepiące wieści. [1] Okazuje się, że większość społeczeństw wielu badanych krajów życzy sobie, by na lekcjach nauk przyrodnicz

Rozmowa była z upośledzonymi?

Nie obrażając upośledzonych umysłowo, ale ktoś próbuje obrazić inteligencje nas wszystkich wmawiając nam,że wiecej niż jakieś 5 procent ludzi może pomyśleć,iż rozmawiają z drugim człowiekiem. Podczas rozmowy w zasadzie co drugie, rzadko co trzecie zdanie jest bez sensu i ewidentnie nie na temat. Przed tym programem jeszcze lata pracy, a raczej odejdzie w zapomnienie w obliczu prawdziwej sztucznej inteligencji na bazie komputerów kwantowych.

Psy szczekają a karawan Nauki…

idzie dalej 🙁

Można i tak, że potem choćby i potop a teraz udawać, że wszystko jest ok. i dalej rozwijać cywilizację gadżetów, ku uciesze gawiedzi.

Jak myślisz ile procent naukowców, ma świadomość zejścia na manowce ?

Zapewne spore grono powtarza tylko jak papugi wyuczone kwestie i zaraża intelektualnie kolejne pokolenia.

Wykluczenie informacyjne drugiego rzędu

> Pierwszego rzędu – to prosty brak dostępu do informacji lub brak umiejętności z

> korzystania z takowej. Drugiego – brak umiejętności odsiewania „ziaren od plew”,

> poruszania sie w morzu informacyjnego szumu zawierającego sprzeczne często

> komunikaty.

Podoba mi się to określenie, szczególnie że nawiązuje do Lemowskiego „demona drugiego rodzaju” odsiewającego informacje prawdziwe od nieprawdziwych.

Czemu to wykluczenie jest tak powszechne? Wydaje mi się, że należy je odwrócić: czemu jest _tylko_ tak powszechne? Podejrzewam, że procent ludzi wierzących w Moon Hoax wcale nie odpowiada procentowi ludzi „wykluczonych”. Faktycznie wykluczonych jest o wiele więcej – ale reszta akurat w Moon Hoax nie wierzy, bo np. bezkrytycznie przyjmuje za prawdę to, co mówi jakiś ich autorytet, według którego Amerykanie wylądowali na Księżycu. Oni też są wykluczeni. Nie sprawdzili tej informacji w żaden sposób, ale mają tyle szczęścia, że akurat w tej dziedzinie ich autorytet się nie myli.

Główną przyczyną tego wykluczenia jest prawdopodobnie sposób nauczania. „Krytyczne analizowanie informacji” to coś, co w programie nauczania pojawia się chyba dopiero na studiach i to raczej na kierunkach ścisłych. Nigdzie poza tym nie kładzie się na to nacisku. A nawet tam, gdzie mówi się o tym „jak” unikać błędów w analizowaniu informacji, zwykle nie mówi się o tym „czemu” nie jest to wrodzona umiejętność racjonalnie myślącego człowieka i jakie są psychologiczne mechanizmy oszukujące nasz własny rozum. W efekcie naukowcy często są w stanie zastosować te procedury w swojej pracy naukowej, ale nawet nie zauważają tych samych problemów w życiu codziennym i nie przychodzi im do głowy, żeby je tam zastosować.

Większość dorosłych ludzi prędzej czy później orientuje się, że docierające do nich informacje są sprzeczne, więc ktoś tu musi kłamać. Ale co mogą zrobić w takiej sytuacji? Nie dysponując odpowiednimi umiejętnościami weryfikacji, mogą uzyskać ich spójność tylko w jeden sposób: znajdując sobie autorytet. I tak ludzie robią. Dalej są wykluczeni, ale jeśli autorytet jest w miarę rozsądny, to tego nie widać. Dopiero gdy ten autorytet jest bardzo dziwny, zaczynamy ich postrzegać jako „wykluczonych”.

Nawiasem mówiąc, w Wikipedii jest całkiem obszerny artykuł o chyba najsilniejszym efekcie, który utrudnia oddzielanie „ziaren od plew”:

pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_potwierdzania

 95 procent Włochów głosowała przeciwko 

<<Zagranica bardzo szybko zareagowała na wydarzenia związane z elektrownią jądrową i wyciągnęła daleko idące wnioski. W reakcji na katastrofę z Fukushimy, Niemcy chcą wygasić wszystkie swoje reaktory jądrowe w ciągu następnej dekady. W referendum przeprowadzonym w poniedziałek, 95 procent Włochów głosowała przeciwko budowie nowych reaktorów. Niedawny sondaż gazety w Japonii pokazuje, że prawie trzy czwarte respondentów opowiada się za wycofaniem energii jądrowej z Japonii.>>